Elena zakryła usta. „Twój ojciec sam wybrał inicjały”.
Zestaliłaś się.
„Mój ojciec?”
Jej twarz znów się zmieniła.
Nie miłość.
Niezupełnie.
Coś skomplikowanego. Rana, która w jej sercu zamieniła się w mebel.
„Don Arturo de la Garza” – powiedziała. „Mój mąż”.
Nieżyjący patriarcha.
Mężczyzna, którego biuro posprzątałeś, nie znając jego portretu, obserwował cię ze ściany. Mocna szczęka, zimne oczy, srebrne włosy, założyciel hotelowego imperium i typ mężczyzny, jakiego wszyscy w…
o którym wciąż mówiono z szacunkiem.
Spojrzałaś w stronę korytarza.
„Czy on wiedział?”
Elena zamknęła oczy.
„Nie wiem”.
Ale jej głos zdradzał, że boi się odpowiedzi.
Prawnik przybył o pierwszej w nocy.
Nazywał się Esteban Rivas, szczupły, siwowłosy mężczyzna, który służył rodzinie Eleny przez dekady, zanim Arturo wchłonął wszystko w imperium De la Garzy. Słuchał bez przerwy. Potem zadał ci trzy pytania.
Gdzie się wychowałaś?
Kto dał ci ten naszyjnik?
Czy Matka Inés zostawiła coś jeszcze?
Skinęłaś głową.
„Zostawiła mi list. Nikomu go nie pokazałam”.