Żywa córka.
Ta, która wychowała się w marmurowych ścianach, podczas gdy ty uczyłaś się spać głodna w sierocińcu.
Nigdy nie nienawidziłaś obcej osoby, zanim ją poznałaś, ale w tej chwili ostry ból przeszył twoją pierś. Nie nienawiść. Coś gorszego.
Życie, którego nigdy nie miałaś.
Elena spojrzała na ciebie, a smutek na jej twarzy podpowiedział ci, że myśli o tym samym.
Ximena uniosła telefon.
„Może powinniśmy zadzwonić do Reginy” – powiedziała słodko. „Zasługuje na to, żeby wiedzieć, że jej matka traci rozum przez służącą”.
Poczułaś, jak w tobie budzi się dawny instynkt.
Pochyl głowę.
Przeproś.
Zniknij.
Ale szmaragd na twojej szyi zdawał się pulsować pod ciężarem dwudziestu czterech skradzionych lat.
Więc zrobiłaś krok naprzód.
„Mam na imię Valeria” – powiedziałaś.
Wzrok Ximeny powędrował w twoją stronę.
„Nie mówiłam do ciebie”.
„Nie” – powiedziałaś. „Mówiłaś o mnie”.
Kolejny jęk rozległ się w sali.