„Tak. W liczbie mnogiej.”
Powoli zrozumiałaś.
A potem nagle.
Gdyby obie bliźniaczki żyły, majątek, który Elena wniosła do małżeństwa, należałby ostatecznie do obu córek. Ale gdyby jedna z nich umarła, połowa przyszłego spadku mogłaby zostać przekierowana, kontrolowana, wchłonięta.
Elena wyszeptała: „Arturo wiedział”.
Esteban nie odpowiedział.
Nie musiał.
Portret zmarłego patriarchy zdawał się stawać coraz zimniejszy na ścianie.
Test DNA został wykonany tego ranka.
Pielęgniarka pobrała wymaz z twojego policzka, a potem z policzka Eleny. Regina została wezwana z Nowego Jorku, gdzie uczestniczyła w pokazie mody pod nazwiskiem De la Garza. Elena nie powiedziała jej wszystkiego przez telefon. Powiedziała tylko, że musi natychmiast wrócić do domu.
Regina przyjechała tego wieczoru.
Widziałaś ją ze szczytu schodów.
I na chwilę świat się zatrzymał.
Wyglądała jak ty.
Niezupełnie. Bogactwo ją oszlifowało, zmiękczyło skórę, wyprostowało postawę, dodało pewności siebie w sposobie poruszania się. Jej włosy były obcięte w drogim stylu, płaszcz idealnie skrojony, a walizkę niósł ktoś inny.
Ale jej twarz.
Twoja twarz.
Zwierciadło w życiu, którego ci odmówiono.
Regina zatrzymała się w holu, gdy cię zobaczyła.
Jej usta się rozchyliły.
Nikt się nie odezwał.
Potem spojrzała na Elenę.
„Mamo?”
Elena zaczęła płakać.