„Tía Eleno, otwórz natychmiast. Wszyscy pytają, co się stało”.
Elena włożyła drugi szmaragdowy wisiorek z powrotem do aksamitnego pudełka i zamknęła je z głośnym trzaskiem.
„Niech pytają” – powiedziała.
Potem otworzyła drzwi.
Ximena stała tam z dwoma ochroniarzami, z telefonem w dłoni i furią wykrzywiającą jej piękną twarz. Za nią goście tłoczyli się w korytarzu, udając, że nie słuchają, i zbyt mocno ściskając szklanki.
„Zwariowałaś?” syknęła Ximena. „Zamknęłaś się tu ze złodziejem?”
Doña Elena ją uderzyła.
Dźwięk rozniósł się po korytarzu niczym brzęk tłuczonego szkła.
Nikt się nie poruszył.
Ximena odwróciła głowę pod wpływem siły uderzenia. Jej dłoń powędrowała do policzka. Po raz pierwszy odkąd ją poznałaś, wyglądała mniej jak królowa, a bardziej jak rozpieszczone dziecko, które właśnie odkryło konsekwencje.
Głos Eleny był niski.
„Powiedz to jeszcze raz, a dziś wieczorem opuścisz ten dom z samym wstydem”.
Ximena wpatrywała się w nią oszołomiona.
„Tía…”
„Nie” – powiedziała Elena. „Upokorzyłaś tę młodą kobietę w moim domu. Oskarżyłaś ją bez dowodów. Zaprosiłaś cały pokój, by delektował się jej strachem”.
Jej oczy płonęły.
„I zrobiłaś to, kiedy nosiła naszyjnik mojej córki”.
W korytarzu rozległ się jęk.
Przestałaś oddychać.
Twarz Ximeny zbladła, ale tylko na sekundę. Potem w jej oczach pojawiło się coś zimnego i wyrachowanego.
„O czym ty mówisz?” powiedziała głośno. „Twoja córka to Regina. Twoje drugie dziecko umarło. Wszyscy o tym wiedzą”.
Goście nachylili się bliżej.
Elena wzdrygnęła się na dźwięk imienia.
Regina.
Twoja bliźniaczka.