Alicia spojrzała na ciebie z obrzydzeniem.
„Więc odejdź”.
To słowo było znajome.
Każda bogata osoba w tym domu mówiła to w jakiejś formie odkąd się pojawiłaś.
Wyjdź z pokoju.
Odejdź od stołu.
Zostaw swoją godność przy wejściu dla służby.
Zostaw prawdę tam, gdzie ją zakopaliśmy.
Uniosłaś brodę.
„Nie”.
Ximena zaśmiała się szorstko. „Za kogo ty się uważasz?”
Zanim zdążyłaś odpowiedzieć, Elena odpowiedziała.
„Moja córka”.
Słowa uderzyły cię tak mocno, że prawie się cofnęłaś.
Nie dlatego, że byłaś jeszcze pewna.
Bo jakaś część ciebie czekała całe życie, aż ktoś bezwstydnie cię zabierze.
Twarz Alicii się skrzywiła.
„Pożałujesz tego”.
Elena sięgnęła do gabinetu i wzięła aksamitne pudełko. Potem spojrzała na tłum.
„Impreza się skończyła”.
Nikt się nie ruszył.
Głos Eleny stał się stalowy.
„Wynoście się z mojego domu”.
Tym razem posłuchali.