Nigdy nie chodziło tylko o miejsce.
Chodziło o każde miejsce przy każdym stoliku, gdzie oczekiwano od ciebie zapłaty, ale nie odpoczynku, dawania, ale nie potrzeby, pojawiania się, ale nie zajmowania miejsca.
Chodziło o córkę traktowaną jak bank.
Siostrę traktowaną jak plan awaryjny.
Kobietę spoliczkowaną za odmowę, a potem obwinioną za publiczne ujawnienie tego faktu.
Unosisz kieliszek.
„Za to, że nigdy nie oddajesz miejsca, na które zasłużyłaś” – mówisz.
I tym razem nikt cię o to nie prosi.