Nie porzucona.
Samotna.
Jest różnica.
Twoje miejsce jest dokładnie takie, jak sobie wyobrażałaś.
Szerokie. Ciche. Miękkie. Koc złożony z boku. Mała poduszka. Kieliszek szampana podany przed startem.
Wybierasz wodę.
Kiedy samolot wzbija się w powietrze, a Los Angeles kurczy się pod tobą, przyciskasz czoło do szyby i cicho płaczesz.
Nie dlatego, że ich z tobą nie ma.
Bo mała dziewczynka w tobie wciąż żałuje, że nie kochali cię na tyle, by odejście nie wydawało się jak przetrwanie.
Gdzieś nad Atlantykiem budzisz się po najlepszym śnie od miesięcy.
Na chwilę zapominasz.
Potem policzek lekko pulsuje, a pamięć wraca.
Odblokowujesz telefon, korzystając z pokładowego Wi-Fi.
Czterdzieści siedem nieodebranych wiadomości z nieznanych numerów.
Ciotki.
Kuzynki.