Patrzy na ciebie gniewnie.
„Było mi coś winne”.
No i jest.
Zgnilizna w samym sercu.
Nie potrzeba.
Nie desperacja.
Poczucie, że coś się należy.
Esteban w końcu się odzywa.
„Lucía, dość.”
Odwraca się do niego. „Nie. Muszą zrozumieć.”
Teraz wygląda na zdenerwowanego.
Dobrze.
Może nie wiedział wszystkiego.
A może wiedział wystarczająco dużo i w końcu zdaje sobie sprawę, że słowo „morderstwo” brzmi inaczej, gdy wymawia się je w świetle dziennym.
Lucía wskazuje na Arturo.
„Widział. Widział upadek Diego. I mimo to wybrał mnie.”
Łzy Arturo płyną bezgłośnie.
„Źle wybrałam.”
Jej twarz się zmienia.
„Co?”