W szpitalu w Charlottesville dowiadujesz się o swoich obrażeniach jak o liście miejsc, w których twoja córka nie zdołała cię zabić.
Dwa złamane żebra.
Zwichnięte ramię.
Wstrząs mózgu.
Głębokie rany cięte.
Skręcona kostka.
Stan Artura się pogorszył.
Krwawienie wewnętrzne.
Złamana ręka.
Trzy złamane żebra.
Zostaje zabrany na operację, podczas gdy ty leżysz na szpitalnym łóżku z zaschniętą krwią we włosach i śledczym policji stanowej obok ciebie.
Marcus Hale.
Emerytowany kontakt Grace z policji stanowej.
Ma życzliwe spojrzenie i spokój kogoś, kto widział ludzi leżących na zwłokach.
„Pani Morales” – mówi delikatnie – „pani adwokat dzwoniła, kiedy nie przyszła pani na wizytę. Przesłała mi też pani zastrzeżenia, które jej pani przedstawiła”.
W gardle ma pani sucho.
„Dyktafon”.
Przysuwa się bliżej.
„Co?”