Esteban również trafia do więzienia, choć na krótszy okres. Traci prawo do opieki. To jedyna rzecz, na której naprawdę ci zależy.
Mateo i Sofia przyjeżdżają, żeby zamieszkać z tobą i Arturo po miesiącach rozpraw sądowych i ewaluacji pourazowych. Przyjeżdżają z plecakami, przerażonymi oczami i pytaniami, których żadne dziecko nie powinno zadawać.
„Czy mama skrzywdziła wujka Diego?” szepcze Mateo pewnej nocy.
Siadacie na brzegu jego łóżka.
„Tak.”
Jego twarz się marszczy.
„Czy ona też próbowała cię skrzywdzić?”
„Tak.”
„Czy to znaczy, że nas nie kochała?”
Nie ma odpowiedzi wystarczająco prostej dla dziecka.
Więc mówisz prawdę delikatnie.
„To znaczy, że coś w niej zostało złamane w sposób, którego miłość nie była w stanie naprawić”.
Siedmioletnia Sofia pyta, czy jest zła, bo jej matka jest zła.
Arturo wychodzi z pokoju.
Nie może tego znieść.
Trzymasz ją, aż przestaje się trząść.
„Nie, kochanie. Zło nie dziedziczy się tak jak kolor oczu. Sam wybierasz, kim się staniesz”.
Często to mówisz w kolejnych latach.
Im.
Sobie.
Sprzedajesz dom wakacyjny na klifie, który Lucía chciała, żebyś przekazała, ale zatrzymujesz dom w Asheville w Karolinie Północnej, dokąd przeprowadziłaś się z Arturo po przejściu na emeryturę. Sadzisz więcej kwiatów. Białe róże dla Diego. Fioletowe irysy, żeby przetrwać. Bugambilię w doniczkach, mimo że górskie zimy są zbyt mroźne i musisz je wnosić do domu.
Arturo uczy Mateo obróbki drewna lewą ręką.
Powoli.
Niezdarnie.
Pięknie.