Grace słucha, nie przerywając.
Potem mówi: „Nie chodź nigdzie sama z córką”.
O mało się nie roześmiałaś.
„Już się zgodziłyśmy”.
Mina Grace twardnieje. „Dlaczego?”
Przesuwasz dyktafon po biurku.
„Bo drapieżniki czasami mówią wyraźnie tylko wtedy, gdy myślą, że ofiara jest już w pułapce”.
Grace odchyla się do tyłu.
„Rozumiesz, że to niebezpieczne”.
„Tak”.
„Nie mogę etycznie doradzać wam, żebyście używali siebie jako przynęty”.
„Nie musisz tego doradzać” – mówisz. „Musisz tylko wiedzieć, co się stanie, jeśli nie wrócimy”.
Arturo wzdryga się.
Grace przygląda ci się przez dłuższą chwilę.
Potem otwiera szufladę i wyjmuje kartkę.
„To emerytowany śledczy z policji stanowej, z którym pracuję. Nazywa się Marcus Hale. Dzwonisz do niego przed wyjazdem. Podajesz mi swoją lokalizację. Wysyłasz mi SMS-a po przyjeździe i co piętnaście minut. Jeśli przegapisz jedną, dzwonię do niego”.
Bierzesz wizytówkę.
Głos Grace łagodnieje.
„A Elena?”
„Tak?”
„Jeśli masz jedną szansę, żeby odejść, zanim cokolwiek się wydarzy, skorzystaj z niej. Dowody nie są warte twojego życia”.
Myślisz o Diego u podnóża tego klifu dwadzieścia lat temu.
Myślisz o Lucíi, która udawała łzy, płacząc ci w ramię.
Myślisz o swoich wnukach, Mateo i Sofii, wychowywanych przez kobietę, która potrafiła przelać krew przez kamień, a i tak wrócić do domu na obiad.
„Mój syn nigdy nie miał takiej szansy” – mówisz.
Grace nic nie mówi.
W sobotę niebo jest boleśnie niebieskie.