Na sekundę jej wzrok się wyostrza.
Potem się śmieje.
Jazda do Blue Ridge Overlook zajmuje prawie dwie godziny. Esteban prowadzi. Lucía siedzi na przednim siedzeniu pasażera, od czasu do czasu odwracając się, by prowadzić pogodne rozmowy o jesiennych liściach, warsztacie, zajęciach szkolnych, wakacjach rodzinnych. Nie wspomina o testamencie.
Na początku nie.
Arturo trzyma twoją dłoń na tylnym siedzeniu.
Ma wilgotną dłoń.
W połowie drogi Lucía w końcu wzdycha.
„Rozmawiałam z doradcą finansowym”.
Oczywiście, że rozmawiała.
Wyglądasz przez okno na drzewa przeplatające się pomarańczowymi smugami.
„O czym?”
„O tobie i tacie. O domu. O ziemi. O twoich oszczędnościach. To nieodpowiedzialne trzymać wszystko rozrzucone”.
Palce Arturo zaciskają się na twoich.
Lucía kontynuuje: „Jeśli coś ci się stanie, postępowanie spadkowe może się stać koszmarem. Wiesz, jak to jest z sądami. Prawnicy wysysają wszystko. Ja tylko staram się chronić rodzinę”.
Odwracasz się do niej.
„Którą rodzinę?”
Mruga.
„Co?”
„Powiedziałaś, żeby chronić rodzinę. Zastanawiałam się, którą”.
Esteban zerka na ciebie w lusterku wstecznym.
Lucía lekko się śmieje.
„Mamo, nie zaczynaj”.
Nic nie mówisz.
Odwraca się z powrotem w stronę przedniej szyby.
Samochód cichnie.
Twój telefon wibruje raz w kieszeni płaszcza.
Grace.
Odebrano lokalizację. Marcus w pobliżu.
W pobliżu.
Oddychasz.