Wciąż biegnie.
Lucia kontynuuje: „Wracamy do samochodu. Czekamy godzinę. Potem dzwonimy i mówimy, że odeszli. Może się poślizgnęli. Może się pomylili. Są starzy. Ludzie w to uwierzą”.
Stara.
Masz pięćdziesiąt dziewięć lat.
Nie jesteś młoda.
Nie jesteś bezradna.
Nie jesteś martwa.
Esteban brzmi choro. „A dzieci?”
„Moje dzieci odziedziczą to, co powinno należeć do mnie”.
„Jesteś szalona”.
„Nie” – mówi. „Jestem praktyczna”.
Kroki się oddalają.
Chrzęszczą liście.
Przez kilka sekund ani ty, ani Arturo nie ruszacie się.
Potem wzdycha z bólu.
„Elena?”
„Jestem tutaj” – szepczesz.
„Możesz się ruszyć?”
„Nie wiem”.
„Telefon?”
„Spadłem na ziemię”.
„Mój dyktafon?”