Na punkcie widokowym wiatr jest silniejszy niż się spodziewano.
Turyści gromadzą się przy głównej barierce, robią zdjęcia i śmieją się. Rodzina z dwójką małych dzieci je kanapki przy stole piknikowym. Grupa wędrowców studiuje mapę szlaku.
Lucia marszczy brwi.
„Tłoczno”.
O mało się nie uśmiechnęłaś.
To nie było częścią jej planu.
Esteban wskazuje na wąską ścieżkę za parkingiem.
„Jest kolejny punkt widokowy jakieś pół mili dalej. Znacznie cichszy”.
Oczywiście, że jest.
Lucia odwraca się do ciebie. „Dasz radę dojść tak daleko, mamo?”
Stara obelga skrywana pod maską troski.
Patrzysz na Arturo.
On lekko kiwa głową.
„Mogę iść”, mówisz.
Szlak szybko się zwęża, wijąc się między drzewami i nierównymi skałami. Hałas tłumu cichnie za tobą. Liście chrzęszczą pod twoimi butami. Krawędź klifu pojawia się i znika w prześwitach między drzewami, piękna i przerażająca.
Pamiętasz Diego.
Dwadzieścia lat.
Śmiech.
Żywy.
A potem zniknął.
Prawie nie możesz iść dalej.
Arturo to czuje i ściska twoją dłoń.
Lucia idzie naprzód z Estebanem.
Słyszysz, jak coś szepcze.
Nie możesz tego zrozumieć.
Ale dyktafon może.