Skały poruszają się nad tobą.
Lucía wygląda przez krawędź.
Czujesz ją tam.
Trzymasz oczy na wpół otwarte, niewidzące, wpatrzone w nicość, tak jak widziałeś gapiące się ciała w koszmarach.
Lucía mówi: „O mój Boże”.
Głos Estebana drży. „Czy oni nie żyją?”
Lucía ciężko oddycha.
„Chyba tak”.
„Lucía, co zrobiłaś?”
„Co ja zrobiłam?” syczy. „Pomogłaś im tu dotrzeć”.
„Nie sądziłam, że będziesz ich naciskać!”
„Wiedziałaś, po co przyszliśmy”.
„Nie. Myślałam, że ich przestraszysz i zmusisz do podpisania”.
Gorzki śmiech przeszywa ją na wskroś.
„Nigdy by nie podpisali”.
Serce wali ci tak mocno, że boisz się, że je usłyszą.
Esteban mówi: „Musimy zadzwonić pod 911”.
Lucia warczy: „Nie”.
„Musimy!”
„Chcesz wyjaśnić, dlaczego zaprowadziliśmy ich na ten sam klif, na którym zginął Diego?”
Cisza.
Potem Esteban szepcze: „Powiedziałaś, że Diego się poślizgnął”.
Lucia nic nie mówi.
Nawet z dołu czujesz moment, w którym rozumie.
„Zabiłaś go” – mówi Esteban.
Głos Lucíi staje się zimny.
„Nie bądź głupi”.
„O mój Boże. Zabiłaś swojego brata”.
„A teraz mi pomożesz, bo jeśli spadnę, ty też spadniesz. Pieniądze, które wyniosłaś z warsztatu? Sfałszowane faktury? Pożyczki? Wszystko”.
Palce Artura drgają na twoim ciele.
Dyktafon.
Wciąż działa.
Boże, proszę.