„Mój szalik. Dyktafon”.
Pielęgniarka pomaga zdjąć szalik.
Malutkie urządzenie wciąż jest schowane w środku, pęknięte, ale nienaruszone.
Marcus umieszcza je w woreczku na dowody, jakby było ze szkła.
„Kurtka mojego męża” – szepczesz. „Jeszcze jedną.”
„Mamy ją.”
„Lucía się przyznała.”
Jego wzrok się wyostrza.
„Na nagraniu?”
Zamykasz oczy.
„Tak.”
Marcus wstaje.
„Wtedy odpocznij. My zajmiemy się resztą.”
Ale odpoczynek nie nadchodzi.
Bo twoja córka jest w poczekalni i udaje płacz.
Słyszysz ją raz.
Jęczenie, wysokie i wyćwiczone.
„Moi rodzice się poślizgnęli! Próbowaliśmy ich znaleźć!”
Ten dźwięk sprawia, że chcesz odłączyć kroplówkę i wczołgać się korytarzem.
Leżysz nieruchomo.
Żyjesz.
Słuchasz.