Lucía przychodzi do twojego domu o dziesiątej rano w kremowym swetrze, butach trekkingowych i z promiennym uśmiechem, którego używa, gdy chce, żeby świat uwierzył, że jest dobrą córką. Esteban
Czeka w SUV-ie, przeglądając telefon. Wnuków z nimi nie ma.
To coś ci mówi.
„Gdzie są dzieci?” pytasz.
Uśmiech Lucii nie drgnie.
„Z opiekunką. Myślałam, że dzisiaj powinniśmy być sami, dorośli. Wiesz, cisza.”
Cisza.
Słowo, które teraz brzmi jak przykrywanie grobu.
Arturo pakuje kosz piknikowy do bagażnika. Jego dyktafon jest wszyty w podszewkę kurtki. Twój schowany jest w szaliku. Twój telefon udostępnia lokalizację Grace i Marcusowi Hale. Wysłałeś już pierwszego SMS-a.
Wychodzę.
Lucia cię przytula.
Jej perfumy są delikatne i kwiatowe, te same, których użyła na pogrzebie Diego.
O mało się nie odkrztuszasz.
„Mamo” mówi, odsuwając się. „Wyglądasz na zmęczoną.”
„Źle spałam.”
„Za bardzo się martwisz.”
Uśmiechasz się.
„Uczę się tego nie ignorować”.