Znowu.
Głosy odpowiadają z góry.
To nie Lucía.
Obcy.
Ktoś krzyczy: „Halo? Czy ktoś tam jest?”
Dmuchasz ponownie, aż robi ci się ciemno przed oczami.
Wtedy nieznany ci głos mówi: „Wezwij pomoc! Na dole są ludzie!”
Wtedy pozwalasz sobie płakać.
Tylko trochę.
Wystarczająco, by udowodnić, że żyjesz.
Akcja ratunkowa trwa czterdzieści siedem minut.
Później dowiadują się, że rodzina usłyszała gwizd z głównego szlaku. Nastolatek wspiął się na tyle blisko, że zobaczył twój czerwony szalik zaplątany w krzaki. Najpierw przybyli strażnicy parkowi, potem ekipa poszukiwawczo-ratunkowa, a na końcu ratownicy medyczni.
Lucia i Esteban wracają na punkt widokowy, gdy ekipa ratunkowa opuszcza liny.
Twoja córka krzyczy, widząc cię żywego.
Nie z ulgi.
Z przerażenia.
Jesteś przypięty do deski ratunkowej, z założonym kołnierzem ortopedycznym, z twarzą pokrytą krwią, ale twoje oczy są otwarte, gdy cię niosą obok niej.
Patrzysz prosto na nią.
Blednie.
Zastępca szeryfa to zauważa.
Dobrze.