Po prostu skinąłem głową.
Nie miałem już siły się odezwać.
W ciągu kilku godzin uporządkował zrzuty ekranu, zaznaczył daty i przygotował wszystko jasno, bezdyskusyjnie, niepodważalnie.
Tego samego wieczoru opublikowałem dowody.
Bez długiego tekstu.
Bez skargi.
Bez żadnej inscenizacji.
Tylko zrzuty ekranu.
Naga prawda.
Internet zmienił się w ciągu kilku godzin.
Ci sami ludzie, którzy o mnie szeptali, rzucili się na mnie z siłą trzaśnięcia drzwiami.
„Więc to on kradł?”
„Zabierał pieniądze z budżetu na zakupy, żeby sfinansować ślub z kochanką? To nikczemne”.
„Camille, naprawdę wyszłaś za tego klauna?”
„Biedna Claire…”
Przed północą cała ich piękna kampania zawaliła się pod ciężarem ich własnych słów.
Po raz pierwszy od kilku dni naprawdę odetchnęłam.
Ale Julien nie.
Zapadał się coraz głębiej.
Im głębiej się pogrążał, tym bardziej stawał się niebezpiecznie absurdalny.
Najpierw jego ojciec zadzwonił do mojego biura.
Zostawił histeryczną wiadomość dla mojej menedżerki, oskarżając mnie o nękanie, prześladowanie i znęcanie się psychiczne.
Następnego dnia moja menedżerka wezwała mnie do swojego biura.
Włączyła mi głośnik.