„Właśnie poślubiłem Camille”.
„A tak przy okazji, jesteś żałosny”.
Kiedyś te słowa mnie paliły.
Teraz prawie się uśmiecham.
Bo zrozumiałem coś istotnego:
Ludzie tacy jak Julien sami piszą o swoim upadku.
Wystarczy przestać próbować ich ratować.
Tego wieczoru, stojąc na moim paryskim balkonie, z migoczącymi pode mną światłami miasta, uniosłem kieliszek.
„Za głupie gry” – mruknąłem.
Po czym się uśmiechnąłem.
„I za jeszcze głupsze nagrody”.
I po raz pierwszy od bardzo dawna wszystko było w porządku.