Imię Juliena.
Imię Camille.
Głupie logo kaplicy.
„Najprostsza i najbardziej absurdalna sprawa w mojej karierze” – powiedziała.
„Pomyślałam, że będzie to dla ciebie miła pamiątka”.
Powiesiłam je w moim nowym mieszkaniu.
Nie jak rana.
Jak trofeum.
Dowód na to, że niektóre zdrady w końcu obrócą się przeciwko tym, którzy ich dopuścili.
Kilka miesięcy później, w księgarni w dzielnicy Marais, stary znajomy zatrzymał mnie między dwiema półkami.
„Czy wiesz, że matka Juliena nazwała Camille demoniczną poszukiwaczką złota podczas spotkania klubu książki?”
Śmiałem się pośród książek, nie próbując się powstrzymać.
Głowy się odwróciły.
Nie obchodziło mnie to.
Są poetyckie formy sprawiedliwości, które smakują jeszcze lepiej, gdy sam ich nie wymierzasz.
Czasami, nocami, wciąż myślę o tej wiadomości: