Podczas śniadania Noah niechcący przewrócił szklankę mleka. Biały płyn rozlał się po wypolerowanym drewnie i skapnął na podłogę.
Chłopiec zbladł.
„Przepraszam” – wyszeptał.
Victoria poderwała się tak gwałtownie, że jej krzesło runęło do tyłu. Złapała Noaha za kołnierz i podniosła go z ziemi.
„Bezużyteczna drobnostka. Niczego nie potrafisz zrobić dobrze.”
„Proszę” – szlochał Noah. „Nie chciałem”.
Lily pobiegła naprzód.
„Puść mojego brata. Nie zrobił tego celowo”.
Odgłos uderzenia rozniósł się po pokoju.
Lily upadła na podłogę, jej policzki były czerwone, a niebieskie oczy szeroko otwarte ze strachu.
Wiktoria rzuciła Noaha z powrotem na krzesło i wskazała na oboje dzieci.
„Kiedy nie ma twojego ojca, ja jestem prawem”.
Elena stała zamarła za drzwiami kuchni, zakrywając usta jedną ręką.
Była Lily.
Była Noem.
Dziecko zwinęło się w kącie, a nikt nie przyszedł.
Ale tym razem Elena nie była bezradna.
Tej nocy, po tym jak rezydencja zasnęła, Elena wkradła się do kuchni. Podgrzała mleko, wzięła ciasteczka i wślizgnęła się na górę.
Drzwi mieszkania Lily i Noaha były lekko uchylone.
W środku Lily siedziała w blasku księżyca, tuląc poduszkę. Noah zwinął się obok niej, podciągając kolana do piersi.
„Elena?” wyszeptała Lily.