Twarz Victorii stwardniała.
Maska opadła.
„Wy bezużyteczne dzieciaki” – syknęła wystarczająco głośno, by usłyszeli ją pobliscy goście. „Po tym wszystkim, czego was nauczyłam?”
Lily wzdrygnęła się.
Noe zaczął płakać.
Wiktoria wyciągnęła do niego rękę.
Elena się ruszyła.
Stanęła między Victorią a dziećmi, tak jak poprzednio.
W sali balowej zapadła cisza.
Twarz Victorii się skrzywiła.
„Znowu ty?”
Elena rozłożyła ramiona.
„Nie dotykaj ich.”
Wśród gości wybuchła fala emocji.
Wiktoria zaśmiała się raz, ostro i brzydko.
„Zapominasz, gdzie jest twoje miejsce.”
„Nie” – powiedziała Elena drżącym, ale wyraźnym głosem. „Dokładnie pamiętam, kim jestem. To ja ich ochroniłam, kiedy nikt inny tego nie zrobił”.
Wiktoria podniosła rękę.
Głos Dominica przebił się przez pomieszczenie.
„To wystarczy.”
Wszyscy się odwrócili.
Dominic powoli szedł naprzód.
Wiktoria zbladła.
„Kochanie, ta służąca zachowuje się dramatycznie. Ona…”
Dominic podniósł jedną rękę.
Światła przygasły.
Muzyka ucichła.