Usłyszał, jak Lily woła swego ojca.
Wstał z krzesła, jego oczy były nabiegłe krwią.
„Zabiję ją” – warknął. „Zabiję ją własnymi rękami”.
Marco chwycił go za ramiona.
„Jeśli zrobisz to dziś wieczorem, zginie jako ofiara. Prasa zrobi z ciebie potwora. Nigdy nie wyjdzie na jaw. Poczekaj jeszcze jeden dzień. Niech świat zobaczy, kim ona jest”.
„Moje dzieci są bite, a ja tu siedzę i patrzę!”
„Będziesz ich chronić” – powiedział Marco. „Jutro. Na oczach wszystkich. Elena jest z nimi. Jeszcze tylko jeden dzień”.
Dominik trząsł się ze złości.
Następnie skinął głową.
Jeszcze jeden dzień.
Tej nocy, po północy, Elena wślizgnęła się do pokoju dziecięcego z maścią ukrytą w kieszeni. Plecy Noaha były opuchnięte od śladów po rzęsach. Oczy Lily były zaczerwienione od płaczu.
„Pani Ellie” – wyszeptała Lily. „Czy tatuś nadal nas kocha?”
Serce Eleny pękło.
„Dlaczego o to pytasz?”
„Bo taty nigdy nie ma w domu. Nie wie, co ona robi. Czy tatuś o nas zapomniał?”
Elena chciała im powiedzieć prawdę. Że Dominic wie. Że ratunek jest blisko.
Ale gdyby dzieci powiedziały cokolwiek przy Victorii, plan by się zawalił.
„Twój ojciec kocha cię bardziej niż cokolwiek innego” – wyszeptała Elena. „Zaufaj mi. Wszystko będzie dobrze”.
„Naprawdę?” zapytał Noe.
Elena przyciągnęła ich do siebie.
„Obiecuję. Jeszcze trochę.”