„Proszę, nie zwalniaj mnie. Złamałem zasady, ale oni kogoś potrzebowali. Proszę pana, oni potrzebują…”
„Nie zwalniam cię.”
„Czego więc chcesz?”
Dominic przez chwilę milczał.
„Chcę ci podziękować.”
Elena zamarła.
„Zrobiłeś to, co ja powinienem był zrobić” – powiedział. „Ochraniałeś moje dzieci, kiedy mnie nie było. Pocieszałeś je. Osłaniałeś je. Kochałeś je. Nie miałeś żadnych zobowiązań, a mimo to ryzykowałeś dla dzieci, które nie są twoje”.
Wziął głęboki oddech.
„I potrzebuję, żebyś to kontynuował.”
Elena wpatrywała się w niego.
„Zakończę to” – powiedział Dominic. „Ale potrzebuję czasu. Do tego czasu potrzebuję kogoś obok Lily i Noaha. Dasz radę?”
Najpotężniejszy boss mafii w Nowym Jorku stał w ciemnościach i prosił pokojówkę o ochronę jego dzieci.
I w tym momencie Elena nie zobaczyła potwora, lecz zrozpaczonego ojca.
„Będę chronić Lily i Noaha za wszelką cenę” – powiedziała. „Nie musisz pytać. Wybrałam to od pierwszego dnia”.
Dominic skinął głową.
„Przyjęcie urodzinowe Victorii są jutro wieczorem. To będzie dzień sądu. Kiedy dam sygnał, wyprowadźcie Lily i Noaha z sali balowej. Nie pozwólcie im zobaczyć, co się stanie.”
“Rozumiem.”
„I Eleno” – powiedział, gdy się odwróciła. „Od teraz nie jesteś sama. Marco da ci numer. Będę cię chronić tak, jak ty chroniłaś moje dzieci”.
Po raz pierwszy w życiu ktoś powiedział, że ją ochroni.
I Elena mu uwierzyła.
Następnego ranka rezydencja uległa zmianie.
Trzydzieste piąte urodziny Victorii miały być największym wydarzeniem lata w Greenwich. Dwustu gości. Nowojorska elita. Partnerzy biznesowi. Politycy. Gwiazdy mediów. Dyskretni współpracownicy Dominica.
Wiktoria pragnęła perfekcji.