„Megan?”
Megan Hayes spojrzała na nią.
„Mam cię nazywać macochą? Nigdy nie zasługiwałaś na ten tytuł”.
Potem Megan zwróciła się do tłumu i opowiedziała im, co Victoria zrobiła dwanaście lat wcześniej. Jak wyszła za mąż za Thomasa Hayesa w Chicago. Jak biła Megan każdego dnia. Jak groziła jej śmiercią. Jak Thomas zmarł po zmianie testamentu. Jak Victoria odziedziczyła wszystko i wysłała Megan do Szwajcarii.
„Nie mam dowodów na to, że zabiła mojego ojca” – powiedziała Megan, a łzy spływały jej po twarzy. „Ale wierzę, że tak było. A teraz robi to ponownie innej rodzinie. Innym niewinnym dzieciom”.
Zapadła cisza.
Wszystkie ścieżki wokół Victorii były zamknięte.
Wszystkie wyjścia zamknięte.
A potem pękła.
„Jeśli chcesz znać prawdę, to dobrze!” krzyknęła.
Odwróciła się do Dominica.
„Chciałem twoich pieniędzy. Tylko tyle. Myślałeś, że cię kocham? Czułem obrzydzenie za każdym razem, gdy musiałem leżeć obok ciebie. Znosiłem to dla twojego majątku. Dla twojej władzy.”
Następnie wskazała na Lily i Noaha, którzy teraz stali za Eleną.
„A te nieszczęsne dzieciaki zawsze mi przeszkadzały. Zawsze gadały o swojej zmarłej matce. Zawsze patrzyły na mnie jak na wroga. Żałuję, że się nigdy nie urodziły. Żałuję, że umarły razem z nią”.
Pewna kobieta w tłumie zaczęła płakać.
Pewien mężczyzna się odwrócił.
Wiktoria potępiła samą siebie.