Elena się bała.
Oczywiście, że tak.
Ona nie chciała umierać.
Ale pomyślała o Lily i Noahu śpiących na korytarzu.
Jeśli odejdzie, kto będzie ich chronił?
Podniosła głowę i spojrzała Victorii w oczy.
„Możesz mnie uderzyć. Zwolnić. Zabić. Ale nie zostawię tych dzieci”.
Wiktoria zamarła.
Służąca odważyła się powiedzieć nie.
Potem wściekłość powróciła.
Popchnęła Elenę tak mocno, że jej głowa uderzyła w ramę łóżka.
„Dobrze” – wyszeptała Victoria. „Przeżyj dzisiejszą noc. Jutro będziesz mi potrzebny na przyjęciu. Potem się z tobą rozprawię. Pożałujesz dnia, w którym mi się sprzeciwiłeś”.
Elena wróciła do swojego pokoju i cicho płakała.
Ale nie żałowała tego.
W bezpiecznym mieszkaniu Dominic wszystko obserwował i słyszał.
Słowa Eleny odbiły się echem w jego głosie.
Nie porzucę tych dzieci.
Trzy kolejne dni zamieniły się w jedną dodatkową noc.
Wiktoria zapłaci.
W dniu imprezy Dominic zwołał nadzwyczajne zebranie.
Marco stał po jego prawej stronie. Przy stole siedziało pięciu zaufanych mężczyzn.
„Urodziny Victorii to dzień sądu” – powiedział Dominic. „Dwieście osób będzie świadkami jej upadku”.