W jej pokręconym umyśle mieściło się to w kontekście Lily i Noaha grających na pianinie przed wszystkimi.
„To będzie punkt kulminacyjny” – powiedziała Wiktoria przy śniadaniu. „Moje dwoje pięknych dzieci zagra sonatę i wszyscy zobaczą, jaką jestem wspaniałą matką”.
Lily i Noah zbladli.
Nie potrafili grać na pianinie.
Sophia planowała nauczyć ich, gdy będą starsi, ale zmarła, zanim zdążyła to zrobić.
Wiktorii to nie obchodziło.
Szkolenie rozpoczęło się tego popołudnia.
Siedziała w pokoju muzycznym, trzymając skórzany bicz, który nazywała „narzędziem do dodawania otuchy”.
„Start” – rozkazała. „Środkowe C.”
Malutkie paluszki Noaha zadrżały. Nacisnął zły klawisz.
Bicz przeciął powietrze.
Noe krzyknął, gdy coś uderzyło go w plecy.
„Źle. Głupio.”
Lily płakała cicho obok niego, sięgając pod fortepian, by ścisnąć jego dłoń.
Następne godziny były koszmarem. Żadnego odpoczynku. Żadnych porządnych posiłków. Każda błędna nuta oznaczała ból. Każde wahanie oznaczało karę.
Victoria zamknęła Lily w szafie na trzy godziny, próbując chronić brata. Stłumiony płacz dziewczynki sączył się przez drewno, gdy Victoria podkręciła muzykę.
Następnie Wiktoria zabroniła Elenie zbliżać się do dzieci.
„Osłabiasz ich” – powiedziała. „Potrzebują dyscypliny, a nie rozpieszczania przez służącą”.
W bezpiecznym mieszkaniu Dominic obserwował każdą klatkę.
Zobaczył, że plecy Noaha są zaznaczone na czerwono.