Ręka Ximeny bezwiednie powędrowała do kieszeni fartucha.
Valentina westchnęła. „Mówiłam Rodrigowi, że w końcu się złamie. Powiedział, że lojalność kupiona strachem trwa dłużej niż lojalność kupiona pieniędzmi. Mężczyźni potrafią być tacy aroganccy”.
Ximena cofnęła się do biurka. „Trzymaj się ode mnie z daleka”.
„Bo co? Będziesz krzyczeć? Personel śpi w tylnym skrzydle. Ochrona pracuje dla mojego męża. Komisarz policji zasiada w radzie naszej fundacji”.
Valentina powoli przeszła przez pokój.
„Widziałaś Eliasa”.
Ximena nic nie powiedziała.
Uśmiech Valentiny poszerzył się. „Zawsze miał talent do dramatyzowania. Powiedział ci, że jest niewinny? Powiedział ci, że jest ofiarą?”
„Powiedział mi, czym się zajmujesz”.
„To, czym my się zajmujemy” – poprawiła Valentina. „Rodrigo zajmuje się pieniędzmi. Ja zajmuję się dostępem. Szpitale, schroniska, kliniki imigracyjne, ośrodki leczenia uzależnień. Zdesperowanych zawsze tak łatwo zorganizować, kiedy nazywa się to dobroczynnością”.
Słowa były tak potworne, tak spokojne, że Ximena poczuła się nagle oderwana od własnego ciała.
„Jesteś szalona”.
„Nie” – powiedziała Valentina. „Jestem wydajna”.
Ximena mocniej ścisnęła notes.
Wzrok Valentiny spuścił się na niego.
„Nie masz pojęcia, ilu wpływowych mężczyzn jest na tych stronach”.
„Dobrze”.
„Dobrze?” Valentina się roześmiała. „Dziecko, ta książka cię nie chroni. Ona cię naznacza. Jeśli wyjdziesz z nią, każda osoba w niej wymieniona będzie chciała cię zabić przed śniadaniem”.