„Dla zaginionych. Dla rodzin. Dla nazwisk. Używali tego pokoju do wymazywania ludzi. Wypełnili go dowodami, że istnieli”.
Nikt się nie odezwał.
Potem Morgan skinął głową. „To da się zrobić”.
Dwa lata później rezydencja Whitmore’ów została ponownie otwarta jako Haven House.
Białe ściany pozostały, ale bramy zniknęły.
Fontannę usunięto i zastąpiono ogrodem z rodzimymi kwiatami, posadzonymi przez ocalałych i ich rodziny. Jadalnia stała się wspólną kuchnią, gdzie nikt nie jadł.
stojąc, chyba że sami chcieli. Salon Valentiny stał się dziecięcym gabinetem terapeutycznym, wypełnionym światłem słonecznym, książkami i miękkimi dywanami. Gabinet Rodriga stał się pokojem pomocy prawnej.
Piwnica stała się Archiwum Rzeczy Zaginionych i Znalezionej.
Każde nazwisko znalezione w czerwonym notesie zostało tam zapisane. Niektóre miały zdjęcia. Niektóre miały tylko daty. Niektóre miały zapalone świece obok pustych ramek. Rodziny z całego kraju przyjeżdżały, by szukać, opłakiwać, mieć nadzieję, potwierdzać, krzyczeć, siedzieć cicho, bo cisza czasem trzyma ludzi lepiej niż słowa.
Ximena nie zarządzała ośrodkiem.