„Tak.”
„Była pani w rozpaczy finansowej.”
„Tak.”
„Miała pani wszelkie powody, by mieć pretensje do bogatych pracodawców, którzy żyli inaczej niż pani.”
Ximena spojrzała na niego. „Miałam wszelkie powody, by ciężko pracować i wrócić do domu.”
Kilka osób na sali poruszyło się.
Adwokat uśmiechnął się blado. „Oczekuje pan, że ten sąd uwierzy, że para miliarderów prowadziła pod własnym domem ogromną siatkę przestępczą?”
„Nie” – odparła Ximena.
Sala znieruchomiała.
Adwokat zamrugał. „Nie?”
Ximena lekko nachyliła się do mikrofonu.
„Oczekuję, że ten sąd uwierzy dokumentom, ocalałym, zapisom bankowym, tunelowi, piwnicy, notatnikowi i ludziom, którzy zostali dzięki temu znalezieni. Nie musi mi pan wierzyć. Niech pan uwierzy w to, co próbowali ukryć”.
Prokurator spuścił głowę, by ukryć uśmiech.
Walentyna przestała się uśmiechać.