Głos Morgan był łagodny. „Znaleźliśmy ją w Nevadzie. Żyje”.
Ximena usiadła na podłodze, bo jej nogi odmówiły posłuszeństwa.
Marisol żyła.
Poszkodowana. Przerażona. Pod opieką medyczną. Ale żywa.
Kiedy dwa tygodnie później Ximena zobaczyła swoją kuzynkę w ośrodku rekonwalescencyjnym pod Denver, początkowo żadna z nich się nie odezwała. Marisol była chudsza, miała krótko obcięte włosy, zbyt czujne oczy. Ale była tam. Oddychała. Prawdziwa.
Ximena powoli zrobiła krok naprzód.
Twarz Marisol się skrzywiła.
Potem leżeli w objęciach, płacząc z żalu zbyt wielkiego, by oddzielić go od radości.
„Myślałam, że wszyscy o mnie zapomnieli” – wyszeptała Marisol.
„Nie” – szlochała Ximena. „Nie. Nigdy nie zapomnieliśmy”.