Pokój wyglądał jak muzeum miękkiej siły. Jasne meble, lustra w złotych ramach, świeże kwiaty, zdjęcia Walentyny z gubernatorami, pierwszymi damami, celebrytami i płaczącymi dziećmi w obcych krajach. Na biurku stała…
pisemnych podziękowań ze schronisk i szpitali.
Ximena weszła do środka.
Ręce jej drżały, gdy szukała.
Szuflada. Nie.
Szkatułka na biżuterię. Nie.
Regał na książki. Nie.
Wtedy to zobaczyła: mały porcelanowy aniołek na kominku, zwrócony lekko w bok od pokoju. Wyglądał na zbyt delikatny, by pasować do tak zimnego domu. Podniosła go i znalazła pod spodem przyklejony mosiężny klucz.
„Boże, wybacz mi” – wyszeptała.
Klucz otworzył gabinet Rodriga.
W pokoju pachniało skórą, cygarami i kosztowną ciszą. Ximena sprzątała go kiedyś pod nadzorem i została ostrzeżona, by nigdy nie dotykać lewej szafki ściennej. Teraz stała przed tą szafką z kluczem Valentiny w dłoni.
Otworzył się.
W środku były akta, zamknięta kasetka na pieniądze i czerwony skórzany notes.
Ximena wzięła go.
Notatnik był ciepły w jej dłoniach, choć wiedziała, że to niemożliwe.
Otworzyła pierwszą stronę.
Imiona i nazwiska.
Nie imiona i nazwiska darczyńców.
Nie pracownicy.