Ani dwóch.
Konwój.
Agenci w strojach taktycznych wbiegli na posesję, wykrzykując komendy. Światło helikoptera przecinało deszcz. Gdzieś w pobliżu rezydencji krzyknęła kobieta. Może Valentina. Albo któryś z gości wciąż ukrytych w środku. Nie miało to znaczenia.
Agentka Rachel Morgan znalazła Ximenę skuloną za murem odwadniającym. Obok niej krwawił Elias Bell, a pod jej koszulą wciśnięty był czerwony notatnik.
„Ty, Ximena?” zapytała Morgan.
Ximena skinęła głową, drżąc zbyt mocno, by mówić.
„Oddaj mi ten notatnik”.
Ximena zawahała się.
Morgan zniżyła głos. „Wiem, że nikomu nie ufasz. Dobrze. Nie przestawaj być mądra. Ale potrzebuję tego notatnika, żeby ich pokonać”.
Ximena spojrzała na Eliasa.
Skinął głową.
Podała go.
Agentka Morgan otworzyła pierwszą stronę, przebiegła wzrokiem, a jej twarz zbladła w deszczu.
„Mój Boże” – wyszeptała.
Elias chrząknął. „Mówiłem”.
Morgan zamknęła notes i spojrzała na swój zespół. „Zabezpieczcie każde wyjście. Nikt nie wychodzi. Nikt nie woła. Ani Whitmore’owie. Ani ich goście. Nikt”.
O świcie rezydencja, w której odbywały się senatorowie i bale charytatywne, stała się miejscem zbrodni.
Rodrigo Whitmore’a aresztowano w holu, ubranego w kaszmirowy sweter.