Valentina lekko się odwróciła. „Elviro, przysłałaś ją?”
„Tak, proszę pani” – powiedziała pani Rivera. „Goście narzekali. Potrzebowałam kogoś szybko”.
„A nie było jej prawie piętnaście minut”.
„Panel się przykleja” – odpowiedziała pani Rivera. „Zawsze się przyklejał”.
Ximena zdała sobie wtedy sprawę, że pani Rivera wiedziała. Może nie wszystko. Może nie imiona, nie numery, nie pełny obraz horroru. Ale wiedziała wystarczająco dużo, by kłamać bez wahania.
Valentina przyjrzała się obu kobietom.
Po czym cicho się zaśmiała.
„Dobrze. Idź pomóc w kuchni. Senator nienawidzi zimnej jagnięciny”.
Ximena spuściła głowę. „Tak, proszę pani”.
Odeszła powoli, każdy krok wydawał się testem. Nie biegła, dopóki nie dotarła do spiżarni i nie zamknęła za sobą drzwi. Dopiero wtedy zakryła usta obiema dłońmi i stłumiła krzyk, który drapał ją w gardle.
Erasmo Beltran.
Żywy.
Przykuty łańcuchami pod rezydencją najbardziej podziwianej pary filantropów w Nowym Jorku.
Nie. Już nie Erasmo. W Ameryce gazety nazywały go Eliasem Bellem. Były szef przemytu. Informator. Duch. Trzy tygodnie wcześniej urzędnicy federalni poinformowali, że zginął w pożarze magazynu w pobliżu Baltimore, zanim zeznawał przeciwko kilku zorganizowanym grupom przestępczym.
Ale on nie umarł.
Był ukryty.
I powiedział Ximenie, że Whitmore’owie są gorsi niż przestępcy, z którymi udawali, że walczą.
O 1:17 kolacja dobiegła końca.