Nie dotyka cię bez pytania.
„Powinnaś usiąść”.
O mało się nie roześmiałaś. „To pierwsza normalna rzecz, jaką ktokolwiek dziś powiedział”.
Odsuwa krzesło.
Siadasz.
Siada naprzeciwko ciebie, zostawiając wystarczająco dużo miejsca na trzydzieści lat pytań bez odpowiedzi.
Przez chwilę żadne z was się nie odzywa.
Potem mówi: „Myślałem, że zginęłaś w pożarze”.
Podnosisz wzrok.
„Co?”
Gardło mu drży. „Po wyjeździe z Portland pisałem do ciebie. Co tydzień. Listy wracały. Potem twoja ciotka powiedziała mi, że wybuchł pożar w domu. Powiedziała, że cię nie ma”.