Wzrok Adriana twardnieje. „Nie o to chodziło”.
Spoglądasz na swoją ręcznie robioną granatową sukienkę, tę, którą Caleb nazwał żenującą. Myślisz o długich nocach spędzonych na szyciu jej po pracy, bo nie mogłaś usprawiedliwić kupna czegoś drogiego, podczas gdy Caleb marnował czas dla pozorów. Myślisz o całej tej nieodpłatnej pracy, niewidocznych poprawkach, cichych ratunkach.
„Nie” – mówisz. „Nie dostałem wynagrodzenia”.
Caleb rozgląda się po pokoju w poszukiwaniu sojuszników.
Nie znajduje żadnego.
Mężczyźni, którzy wcześniej się z nim śmiali, nagle wpatrują się w podłogę. Kobiety, które podziwiały sukienkę Mary, teraz unikają jej wzroku. Kierownictwo rozpoznaje skandal po zapachu, a Caleb stoi w samym środku.
Adrian podaje dokumenty Evelyn. „Zabezpiecz je”.
Evelyn kiwa głową. „Natychmiast”.
Potem Adrian odwraca się do ciebie, a chłód łagodnieje.
„Musimy porozmawiać na osobności”.
Caleb staje między wami. „Absolutnie nie”.
Adrian patrzy na niego.
To nie jest dramatyczne spojrzenie.
Jest gorsze.