To takie spojrzenie, które sprawia, że wpływowi mężczyźni przypominają sobie, że nadal są pracownikami.
„Panie Rowan” – mówi Adrian – „zostaje pan wysłany na urlop administracyjny do czasu zakończenia śledztwa. Ochrona będzie pana eskortować, żeby odebrać urządzenia służbowe”.
Twarz Caleba rzednie.
„Co?”
„Słyszał mnie pan”.
„To przez nią?” Caleb wskazuje na ciebie. „Z powodu jakiegoś młodzieńczego romansu, który, jak myślisz, miałeś trzydzieści lat temu?”
Adrian zamiera w bezruchu.
Czujesz napięcie w pomieszczeniu.
Ale głos Adriana pozostaje spokojny.
„Nie. To dlatego, że twoja żona przekazała mi dowody na to, że mogłeś sprzeniewierzyć fundusze firmy i przesłać pracę, która nie była twoja. Ten młodzieńczy romans to po prostu ta część wieczoru, która napawa mnie osobistym obrzydzeniem twoim zachowaniem”.
Ktoś przy barze kaszle, żeby ukryć śmiech.
Caleb wygląda, jakby miał zaraz wybuchnąć.
Mara nagle się odzywa. „Caleb powiedział mi, że Vivian wiedziała o płatnościach dla dostawców”.
Odwracasz się do niej.
Caleb gwałtownie odwraca głowę. „Mara”.