Trzydzieści lat budowania imperium przez Adriana wokół żalu, który nigdy nie był prawdziwy.
Patrzy na ciebie z bólem tak nagim, że aż cię przeraża.
„Szukałam Vivian Cole. Nie Vivian Rowan. Najwyraźniej za mało.”
Kręcisz głową. „Po śmierci ciotki przez jakiś czas używałam panieńskiego nazwiska matki. Potem wyszłam za mąż za Caleba. Życie się zmieniło.”
„Naprawdę?”
Pytanie jest delikatne.
Za delikatne.
Odwracasz wzrok.
„Nie.”
To prawda.
Życie się nie zmieniło.
Skurczyło się.
Stało się rachunkami, cichymi obiadami, nieodpłatną pracą, ostrożnymi słowami i powolną erozją twojego imienia.
Głos Adriana się ścisza. „Czy on cię skrzywdził?”
Spoglądasz na niego szybko. „Nie w ten sposób.”
On słyszy to, czego nie mówisz.