Zawsze byłaś.
Caleb w końcu się o tym dowiaduje.
Wysyła jedną wiadomość przez dawny wspólny kontakt:
Zabawne, jak zbudowała karierę na moim upadku.
Niczego nie odpowiadasz.
Ale Evelyn tak.
List z żądaniem zaprzestania naruszeń tak elegancki, że mógłby być ozdobiony perłami.
Układasz zdanie „kontynuowanie zniesławiającego zachowania” w biurowej łazience, bo cię to śmieszy.
Adrian odwiedza twoje biuro w tygodniu, w którym podpisujesz umowę z dziesiątym klientem.
Przynosi kawę i małą orchideę w doniczce.
Unosisz brwi. „Storczyki?”
„Za dużo?”
„Po balu? Odważny wybór.”
„Odzyskiwałam je.”
Postawiłaś orchideę przy oknie.
„Dobrze. Może zostać.”
Rozgląda się po biurze: twoje biurko, twoje akta, twoje imię na drzwiach, twoja zielona sukienka wisząca w oprawionej gablocie, bo twoja asystentka upierała się, że to „historia marki”.
„Zbudowałaś to” – mówi.
Uśmiechasz się. „Zbudowałam.”