Naciskasz list dłonią.
Trzydzieści lat zamienia się w atrament.
„Ukradła mi to” – szepczesz.
Głos Adriana jest szorstki. „Od nas obojga”.
Podnosisz wzrok. „Co by się stało, gdybym to dostała?”
Nie odpowiada szybko.
To jedna z rzeczy, które w nim cenisz. Nie bagatelizuje bólu łatwą pewnością siebie.
„Nie wiem” – mówi. „Może byśmy coś zbudowali. Może byśmy ponieśli porażkę. Może życie i tak zraniłoby nas w inny sposób”.
Kiwasz głową.
„Ale przynajmniej” – mówi – „wybór należałby do nas”.
To jest ten żal.
Nie tylko go stracić.
Utracić prawo wyboru.
Zamykasz pudełko.
„Nie mam już siedemnastu lat”.
„Wiem”.
„Jestem mężatką”.
„Legalnie”.
Patrzysz na niego.
O mało się nie uśmiechnął. „Przepraszam”.
„Muszę przetrwać rozwód. Publiczny skandal. Męża, który będzie próbował mnie zniszczyć, zanim przyzna, że to ja ułożyłam sobie życie”.
„Wiem”.