Nie „my”.
Nie „przez ciebie”.
Nie „po Calebie”.
Zbudowałam.
Adrian słyszy różnicę.
„Jestem z ciebie dumny” – mówi.
Czujesz ciepło w piersi.
Kiedyś pochwały cię denerwowały, bo Caleb używał aprobaty jak smyczy. Ale duma Adriana niczego od ciebie nie wymaga. Po prostu stoi tam, dając światło.
„Dziękuję” – mówisz.
Zatrzymuje się.
Potem, z niezwykłą nerwowością, sięga do kieszeni płaszcza.
Wskazujesz na niego. „Ostrożnie”.
Śmieje się. „Nie ma potrzeby uciekać za ocean”.
Wyciąga małe pudełko.
Nie pudełko na pierścionek.
Klucz.
Mrugasz.
„Co to jest?”