Kaseta z festynu powiatowego.
Mały srebrny pierścionek, który rozpoznajesz od razu.
Zakrywasz usta.
„Zachowałaś go.”
„Kupiłem go w lombardzie, kiedy miałem osiemnaście lat” – mówi. „Zzieleniał mi na palcu, zanim zdążyłem ci go dać.”
Śmiejesz się przez łzy.
Ten dźwięk zaskakuje was oboje.
Potem czytasz listy.
Nie wszystkie.
Nie możesz.
Jeden wystarczy.
Viv, dostałam staż. To niewiele, ale jest realne. Zaoszczędzę każdego dolara. Nie słuchaj ciotki. Wracam. Mówiłam poważnie na komisariacie. Nie jesteś dla mnie tymczasowa. —A
Naciskasz list dłonią.
Trzydzieści lat zamienia się w atrament.
„Ukradła mi to” – szepczesz.
Głos Adriana jest szorstki. „Od nas obojga”.
Podnosisz wzrok. „Co by się stało, gdybym to dostała?”
Nie odpowiada szybko.
To jedna z rzeczy, które w nim cenisz. Nie bagatelizuje bólu łatwą pewnością siebie.
„Nie wiem” – mówi. „Może byśmy coś zbudowali. Może byśmy ponieśli porażkę. Może życie i tak zraniłoby nas w inny sposób”.
Kiwasz głową.
„Ale przynajmniej” – mówi – „wybór należałby do nas”.