„Tu Julien Vasseur. Musimy porozmawiać o Claire… i o tym, co twój syn jest winien moim ludziom”.
Pierre stał nieruchomo przed drzwiami komisariatu.
Przez kilka sekund rozważał wyrzucenie telefonu do rynsztoka.
Potem oddzwonił.
Julien odebrał niemal natychmiast.
„Panie Morel”.
Jego głos był spokojny, zbyt spokojny. Głos człowieka przyzwyczajonego do panowania nad sobą.
„Gdzie pan jest?” zapytał Pierre.
„Café du Théâtre w Argenteuil. Przyjdź sam”.
Pierre zaśmiał się sucho.
„Spędził pan dwadzieścia dwa lata w ukryciu, a teraz wydaje pan rozkazy?”
Cisza.
„Jeśli chce pan ratować Maxime’a, proszę przyjść”.
„Nie jestem tu po to, by ratować kłamcę”.
„Więc niech pan zrozumie, dlaczego skłamał”.
Pierre się rozłączył.
Został tam, w lekkim deszczu.
Claire wyszła z komisariatu kilka minut później, z opuchniętymi oczami i ściągniętą twarzą.
„Pierre…”
„Od kiedy?” zapytał.
Zatrzymała się.
„Nie tutaj”.
„Od kiedy, Claire?”
Rozejrzała się, jakby ściany ją słyszały.
„Przed naszym ślubem”.
Odebrał wyrok, nie ruszając się z miejsca.
„Przed?”
„Byliśmy w separacji przez dwa miesiące. Pamiętasz. Już za dużo pracowałeś. Pokłóciliśmy się. Myślałam, że już mnie nie chcesz. Poznałam Juliena. Błąd. Tylko jeden”.
Pierre zamknął oczy.
„A kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?”
Claire zakryła usta.