„Nie. Ale samochody same się nie naprawią”.
Samir zawahał się.
„Nie chcę się wtrącać w sprawy, które mnie nie dotyczą, ale… wczoraj wieczorem widziałem Maxime’a w pobliżu Franprix, z dwoma facetami”.
Pierre zamarł.
„Jacy faceci?”
„Nie znam ich imion. Jeden był wysoki i szczupły, ubrany w czarną kurtkę, a drugi, starszy, z przystrzyżoną brodą, jeździł szarym samochodem. Chyba Peugeotem 308. Wydawali się… podejrzani.”
„Podejrzani jak?”
Samir zniżył głos.
„Nie kumple od gier, szefie. Raczej faceci, którym nie chcesz być winien pieniędzy.”
Pierre poczuł ucisk w żołądku.
Od miesięcy widywał dziwnych chłopaków kręcących się po budynku. Nieznajome twarze. Bluzy z kapturem. Plecaki. Późne poranki i wieczory. Kiedy zadawał pytania, Maxime zawsze odpowiadał tak samo.
„Są przyjaciółmi.”
„Gramy razem.”
„Przestań panikować.”
Pierre chciał wierzyć, że problem tkwi po prostu w lenistwie.
Konsola.
Zły humor.
Wiek.
Ale czasami to, co nazywamy roztropnością, to nic innego jak tchórzostwo odwrócenia wzroku.
O pierwszej Claire wysłała mu wiadomość.
„Nie ma go u Roberta”.
Pierre natychmiast zadzwonił.
„Co masz na myśli, mówiąc, że nie ma go u Roberta?”