„Nie wiedziałam, kto jest ojcem. Potem urodził się Maxime i… tak bardzo go kochałaś. Byłaś taka szczęśliwa. Bałam się, że cię stracę”.
„Więc trzymałaś mnie w kłamstwie”.
„Tak”.
To „tak” było bardziej gwałtowne niż jakiekolwiek usprawiedliwienie.
Pierre powoli skinął głową.
„Pieniądze?”
Claire płakała jeszcze głośniej.
„Julien dowiedział się, kiedy Maxime miał dziewięć lat. Zaczął wysyłać pieniądze. Nigdy nie chciałam, żeby je zobaczył. Myślałam… Myślałam, że chronię naszą rodzinę”.
Pierre w końcu na nią spojrzał.
„Nie chroniłaś naszej rodziny, Claire. Pielęgnowałaś sekret, aż stał się większy niż my”.
Wyciągnęła do niego rękę.
Cofnął się.
Ten drobny ruch zniszczył ją bardziej niż krzyk.
„Pierre, błagam cię…”
„Idę zobaczyć się z Julienem”.
„Nie”.
„Tak”.
„On jest niebezpieczny”.
„Więc ty też o tym wiedziałaś?”
Claire spuściła głowę.
A Pierre zrozumiał, że poranek nie ujawnił jeszcze całego swojego brudu.
Nie krzyczał.