Maxime zdawał się go słyszeć.
Zaczął płakać.
Nie ze złości.
Wstydliwe, napięte, niemal bezgłośne łzy.
„Nie wiem, co robić” – mruknął.
Pierre długo na niego patrzył.
„Proszę. To pierwsze zdanie, jakie wypowiedziałeś jako dorosły od roku.”
Maxime otarł twarz rękawem.
Pierre wyjął z kieszeni złożoną kartkę papieru.
„Pracownik socjalny powiedział mi o tymczasowym schronisku w Montreuil, ze wsparciem. Trzy miesiące z możliwością przedłużenia. Będziesz miał łóżko, zasady, spotkania. Samir z warsztatu samochodowego zna kogoś, kto szuka praktykanta mechanika w Pantin. To nie prezent. To też nie kara. To drzwi.”
Maxime z trudem przełknął ślinę.
„A jeśli mi się nie uda?”
„Wtedy spróbujesz ponownie. Ale nie wrócisz do mnie spać, żeby ukryć się przed własnymi wyborami.”
Chłopiec skinął głową.
„A mama?”