Nowi przyjaciele, których Pierre nie znał.
I za każdym razem Claire łagodziła rozdźwięk łagodnym zdaniem.
„On się zgubił, Pierre”.
„Potrzebuje naszego wsparcia”.
„Jeśli go puścimy, zrobi coś głupiego”.
Ale czasami wspieranie kogoś nie polega na tym, żeby pomóc mu iść dalej.
Chodzi o to, żeby nie upadł na tyle mocno, żeby zechciał się podnieść.
„Nie będę tu dziś jadła kolacji” – powiedziała Claire.
Pierre podniósł wzrok.
„Dokąd idziesz?”
„Do Roberta. Do Maxime’a”.
„Dlaczego? Żeby cię przeprosić za to, że cię upokorzyłaś, kiedy mu usługiwałaś?”
Claire w końcu się odwróciła.
Jej oczy nie były czerwone.
Były twarde.
„Nie. Idę sprawdzić, czy zjadł”. Tak robią matki.
Włożyła kubek do zlewu i wyszła z kuchni.
Pierre został sam w ciszy.
W warsztacie maszyny zawsze były jego azylem.
Dźwięk silników, klucze spadające na beton, przekleństwa kolegów, zapach gorącego oleju: wszystko to często pozwalało mu przestać myśleć. Ale tego dnia każdy dźwięk wracał do niego jak wyrzut.
Około dziesiątej podszedł Samir, młody mechanik, który pracował z nim od trzech lat.
„Jak leci, szefie?”
Pierre zaśmiał się bez radości.