Maxime przeprowadził się do domu opieki. Opuścił dwa spotkania, a potem wrócił. Zaczął pracować trzy poranki w tygodniu w warsztacie samochodowym w Pantin. Odkrył, że świat się nie zatrzymuje, bo on
Był senny. Nauczył się sprzątać stanowisko pracy, przychodzić na czas, tolerować ostrą wypowiedź kierownika bez trzaskania drzwiami.
Oddał dwadzieścia euro.
Później pięćdziesiąt.
Później sto.
Nie Julienowi.
Matce.
Za zgubioną biżuterię, za skradzione pieniądze, za kłamstwa.
Julien został wezwany. Mężczyźni, którzy kręcili się wokół Maxime’a, zniknęli z jego telefonu. Pierre nigdy nie wiedział dokładnie, jak daleko posunęła się policja, i nie pytał. Chciał tylko, żeby strach przestał wkradać się do jego domu przez dziurkę od klucza.
Claire z kolei nie wróciła od razu.
Przez miesiąc spała u swojej siostry w Vincennes.
Pierre został sam w mieszkaniu.
Nauczył się ciszy.
Nauczył się jeść bez nakrywania do trzech talerzy.
Dowiedział się, że gniew, gdy nie ma już kogo zaatakować, w końcu ujawnia, co się pod nim kryje.
Żal.
Pewnego wieczoru Claire przyszła po kilka rzeczy.
Postarzała się w ciągu czterech tygodni.
Pierre też.
Siedzieli w kuchni, gdzie wszystko się zaczęło.
„Nie będę cię prosić o wybaczenie” – powiedziała.