Nie miał już sił.
Wsiadł do swojego starego Renaulta i pojechał w kierunku Argenteuil.
W Café du Théâtre Julien Vasseur czekał na niego przy oknie.
Był to mężczyzna w wieku pięćdziesięciu sześciu lub pięćdziesięciu siedmiu lat, dobrze ubrany, w ciemnym płaszczu, drogim zegarku i starannie uczesanych siwych włosach. W niczym nie przypominał filmowego bandyty. Był jeszcze gorszy. Wyglądał porządnie.
Pierre usiadł naprzeciwko niego.
„Mów”.
Julien zmierzył go wzrokiem.
„Maxime jest bardziej do ciebie podobny, niż ci się wydaje”.
Pierre uśmiechnął się chłodno.
„Oszczędź mi tych powieściowych zdań”.
Julien skinął głową.
„Jest mi winien dwanaście tysięcy euro”.
Pierre nawet nie mrugnął.
„Za co?”
„Zakłady sportowe, zaliczki, drobne długi, które próbował spłacić innymi długami. Przyszedł do mnie sześć miesięcy temu. Wiedział, kim jestem”.
„Kto mu powiedział?”